To był dwudziesty pierwszy dzień stycznia. Obudziłam się wcześnie rano i to co zobaczyłam za oknem zachwyciło mnie. Szybkie śniadanie, bardzo szybkie, bo czasami liczą się dosłownie minuty i już światło się tak zmienia, że bajka znika. W tym czasie wystawiłam aparat na zewnątrz, żeby się wychładzał. Przemieściłam się dosłownie o dwa kilometry. Tutaj na zdjęciach droga do wsi Pulki i do "majątku" na Pulkach.
Zamarznięty, spokojny staw na Pulkach. Ciekawe, czy pojawią się w tym roku łabędzie:
Bele słomy spowite mgłą:






